Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Antaroth - Krew i Błoto
#1
Chciałem się wam pochwalić? A może raczej po prostu zaprezentować napisany przeze mnie, krótki wstęp do mojego autorskiego uniwersum w którym tworzę i prowadzę właśnie tekstowe RPG :) 




[Obrazek: 68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e617773...53746f.png]

Jak powszechnie wiadomo, żywot jak i wszechświat kołem się toczy. Kołem fortuny tak zwanym które szeroko znanymi oraz złotymi zgłoskami zdołało zapisać się w literaturze każdej z krain zachodu. Jednakże szczególną wiarę w siły losu i fatum przywiązywał doń bardzo przesądny lud zamieszkujący tereny Księstwa Aern. Nurt ten kontynuowany zarówno przez człeków prostych jak i artystów czy władców chociażby, nabrał na sile po tak zwanej "Wielkiej Wojnie", która przez cały okres swego trwania zdołała spustoszyć Aerńskie, Zaradońskie oraz Paldeburskie ziemie. Wy, drodzy czytelnicy jednakże musicie zostać wprowadzeni w tą historię, jako preludium wobec fabuły którą mam zamiar wam przedstawić. Rozsiądźcie się więc wygodnie... i wczujcie w obszytą krwawymi nićmi historię Wielkiej Wojny z Drakanami.

Nikt nie chciał tej wojny, nikt też jej nie oczekiwał... ale jednak nastroje płynące ze strony wrogiej ludziom rasy Drakan sięgało zenitu, będąc podsycanym głosami tamtejszych możnych w tym jednego, najwybitniejszego i najdumniejszego spośród nich - Sinta, który po pierwszych latach rządów ogłosił się cesarzem Draanris - z ich języka... po prostu lądu. Nim jednak przejdziemy do przyczyn wybuchu rzeczonej wojny, pragnę przytoczyć wam cytat z księgi zapisanej przez Artois'a Marche, Zaradońskiego badacza i uczonego.
"I wiedzcie wżdy i postronni, iż nie ma nic gorsze nad potwory owe. Nazywające się rasą rozumną, Drakanami zwani. Nie zwódźcie się żadnym naukowym opisom, ich cywilizacja oraz kultura powstały w annałach historii w jednym jeno celu - by wyrazić pogardę wobec dumnego gatunku ludzkiego, oraz by zdominować go pod swym butem i w łańcuchy skrępować niczym zwierzę najgorsze."
[Obrazek: 68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e617773...53746f.png]
kretu położenia swej ziemi ojczystej... ani żadne mapy, ani tym bardziej opisy nie były w stanie scharakteryzować nawet przypuszczalnego położenia tak zwanej przez naszych uczonych "Drakanii" prócz stwierdzenia iż leżeć musi ona gdzieś na południu naszej planety. W czasach odległych, jaszczurowaci przyjaźni byli wobec wszystkich państw zachodnich, niestety jednak wszystko w niwecz zdołał obrócić wspominany już przeze mnie samozwańczy cesarz - Sint. Był on młodym, odważnym oraz przede wszystkim chorobliwie ambitnym Drakaninem z zadatkami na wybitnego tak naprawdę wodza.

Ludzie, którzy usiłowali przestudiować jego historię z różnorakich pism oraz z relacji jeńców zdołali niemalże jednogłośnie nazwać go, nieco prześmiewczo na potrzeby narracji anty-drakańskiej "Łuskowatym Demagogiem". Bowiem jak na władcę przystało, cechował się on wybitnymi zdolnościami mówczymi, mało jest rzec iż potrafił on porwać swymi energicznymi mowami porwać tłumy... nie... on zdołał porwać całą rasę.

Niegdyś ponoć podzieloną pomiędzy parę klanów, potem zaś zjednoczoną pod berłem istnego tyrana który oczęta swe zwrócił na północ, ku Księstwu Aern poczynając od zerwania z tamtejszym księciem - Vixarem II wszelkich umów które zawiązane zostały przez poprzednich monarchów, co też warto na pewno wspomnieć, Cesarz głosił ideę która stała się obecnym fundamentem Drakańskiej polityki oraz propagandy, a mianowicie tak zwaną ideę "Rasy Wyższej".
Jako rasa intelektualistów, dostosowanych i silniejszych niźli ludzie, Drakanie wedle tegoż stwierdzenia mieli być władcami świata i jego panami, co też w przekonaniu lud przynależący do tego gatunku utwierdzała ich duoteistyczna religii wedle przekazów której padać miały frazy jako to właśnie ta rasa Smokowatych miała by roztaczać skrzydła swej władzy na każdym morzu i na każdym lądzie zniewalając poniższe gatunki nie mogące stawić im czoła.

Tak też znów... rozwinęły się też dwa nurty, jeden mówiący iż wszystko to, osiągnięte winno być przez wojnę i rozlew krwi, drugi zaś mówiący o rozwiązaniach polityczno-pokojowych, nie muszę też zapewne wspominać iż naczelnikiem pierwszej odmiany "Rasy Wyższej" był Cesarz Sint właśnie.
Wracając jednak do kwestii najistotniejszych... nastać miał czas który przez kronikarzy i historyków nazwany został "Smoczą Wiosną". Pech chciał iż dosłownie w tej samej chwili na ludzkość zamieszkującą Antaroth Zachodnie spadły jednocześnie dwie katastrofy, pierwszą z nich był okres migracji smoków, smokowców oraz wszelkich wielkich jaszczurów w stronę Gór Targotha.

Miało to miejsca raz na paręnaście lat, ongi bestie wspomniane wędrowały masowo w stronę wspomnianego regionu na kolejne lata by następnie zejść z gór i powrócić na prawowite miejsca, jaskinie... łąki... lasy, generalnie łono natury. Tym razem migracja wybuchła gwałtownie, a nie fazowo jak to zawsze miało miejsce, toteż monstra zaczęły czynić istne spustoszenia na terenach zarówno Aernu jak i Zaradonu. Jedynym który z tego kataklizmu wyszedł bezstratny był Paldeburg, na którego ziemiach nie mieszkało zbyt wiele tego typu maszkar.

Gospodarka, społeczeństwo i po części nawet wojsko, wszystko to w trakcie pierwszej fazy Smoczej Wiosny legło w gruzach, dając idealną okazję Cesarstwu do uderzenia.
Bez uprzedniego wypowiedzenia wojny, tudzież bez uprzednich prowokacji Drakańskie galery w okolicach Maja czterysta dwunastego roku drugiego millenium wylądowały na plażach Południowego Wybrzeża, w ciągu tygodnia od rozpoczęcia działań zbrojnych miało dojść do kilkunastu ludobójstw... grabienia na niewyobrażalną skalę oraz przede wszystkim do zdobycia nieprzygotowanego do obrony miasta Gruth Skaal. W ciągu kolejnych kilku dni nastąpiło jednak wstrzymanie ofensywy na rzecz przybycia posiłków oraz uzupełnienia wszelkich zapasów co dało Księstwu czas na przygotowanie się do obrony.

Organizacja zarówno ze strony ludności jak i ze strony Aerńskiej armii kolokwialnie ujmując jednak, zwyczajnie leżała i kwiczała tarzając się w błocie. Zniszczone ziemie Księstwa nie były kolejne na kolejną wojnę, wyczerpana ostatnimi wydarzeniami ludność zaś początkowo nie chciała walczyć. Wbrew jednak skrajnie złej opinii publicznej, oraz wbrew wszystkim problemom ówczesny książe, wspominany już przez mnie Vixar II zwany dzisiaj "Wielkim" postanowił nie przebierać w środkach, bez żadnego zawahania postanowił on bowiem zarekwirować na pożytek państwa dosłownie wszystko co mogło okazać się wojsku użyteczne, od materiałów rzemieślniczych i różnorakich wyrobów aż po żywność tak naprawdę. Mało rzec iż lud znienawidził swego władcy w tamtej chwili... ale jednak było to mniejsze zło konieczne by większe zło zatrzymać.
W początkowym okresie wojny wszystko toczyło się raczej spokojnie, leniwie można by rzec. Drakanie działali ociężale i bardzo powoli, gdzie tymczasem Aerńczycy barykadowali główne trakty oraz przygotowywali wszelkie większe osady to potencjalnej obrony przed nadciągającymi szturmami.

Mawiano ongiś, jakoby czarne chmury zawisnąć miały nad Księstwem, nie mieli oni żadnych sojuszników a położenie wbrew powolnej wojnie było kompletnie beznadziejne, ludność była niezadowolona, gospodarka nie działała a arystokraci coraz mocniej domagali się niestety separacji oraz odcięcia się od władzy monarszej. Księstwo sypało się z dnia na dzień... i paradoksalnie to właśnie dzień ósmego grudnia roku wybuchu wojny doszło do pierwszych, zdecydowanych działań militarnych ze strony agresora.

Rozpoczął się bowiem forsowny marsz kilku armii prosto na Boruję, stolicę księstwa oraz jednocześnie jego ciągle bijące serce będące fundamentem ducha tamtejszej ludności. Pierwsza Drakańska armia otrzymała rozkaz by przemieścić się linią brzegową do miasta Kibe i wziąć je pod skrzydła władzy Sinta poprzez szturm, druga, tym razem jednak grupa armii pod dowództwem samego Cesarza bez żadnej chwili zwłoki zwyczajnie wyruszyła na Północ, w stronę mieściny zwanej Wulm, nazywanej także "Klejnotem Krain Centralnych" z racji na swe bogactwo, oraz wysoką zamożność ludności. I to właśnie ludzie zamieszkujący tamtą ziemię wystawieni zostali na próbę przez inwazję, większość sił Księstwa bowiem skupiła się obronie Kibe, w czasie gdy główne uderzenie ruszyło na Północ.
[Obrazek: 68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e617773...53746f.png]
Wstęp miejmy już sobą, doskonale wiecie kim są Drakanie... przejdźmy jednak do kwestii ważnych. Nawet wbrew temu, iż jak Artois Marche zapisał, historia kontaktów ludzko-drakańskich, należy do niezwykle odległych, tak nigdy, przenigdy żaden człowiek nie dotarł jeszcze do ojczyzny tychże jaszczuroczłeków, jak to zwykli ich gawiedzi nazywać.

Wszelkie wymiany towarowe i handlowe bowiem, prowadzone były na tak zwanych "Wysepkach Wymiennych" mających swe miejsce na Oceanie Południowym. Obecni nasi wrogowie bardzo zazdrośnie strzegli seSytuacja w oczach mieszczan zdawała się być beznadziejna niestety, wraz z rozpoczęciem oblężenie miasta nastała weń cisza. Aerńczycy nie wychodzili na ulice, w czasie gdy strażnicy miejscy usiłowali utrzymać mury i całą metropolię w ryzach chroniąc ją jednocześnie przed Drakanami. Tak makabryczny obraz nędzy i rozpaczy w tym państwie zjawiał się co raz częściej... tak też upadło zarówno Kibe jak i Wulm, po kilkunastu bitwach oraz dłużących się oblężeniach. Sama nawet zima nie była w stanie wstrzymać Drakan nawet na chwilę, droga do Borui nagle stanęła otworem.

I tak też wojna toczyła się kołem po stronie agresora, raz za razem Drakanie odnosili kolejne sukcesy w czasie gdy armia Aerńska, nawet przy wykorzystaniu swych słynnych "Skrzydlatych Gwardzistów" nie była w stanie podjąć żadnej inicjatywy ponosząc w głównej mierze bardzo bolesne porażki.
Vixar, oraz wszyscy jego najbliżsi poplecznicy istnym cudem zdołali ujść z jednej z bitew z powrotem do stolicy. Miast kwiatów i okrzyków ludności spotkały ich jednak ponure spojrzenia, dudniące aż na kilometr sypiącą się garściami pogardą połączoną z uczuciem beznadziei i bezsilności. Wola ludu została złamana... wojsko stało w rozsypce a kraj płonął, władca nie umiał zaś z tego wybrnąć w żaden sposób. Kapitulacja w takiej chwili wydawała się rozsądną ścieżką, podszepty doradców oraz najbardziej znaczących na dworze osób podpowiadały Vixarowi Wielkiemu iż ten powinien złożyć broń na rzecz obrony własnego narodu.
Początkowo przychylił się on oczywiście tej opcji, ostatecznie jednak zrezygnował. Dlaczego? Jego decyzja zdawała się być irracjonalną, prócz większego chaosu i zniszczenia ryzykował on także potencjalnym zamachem stanu lub nawet zagrożeniem własnego życia ze strony niepokornych służalców. Wiara w zwycięstwo odzwierciedlała także stan faktyczny, powiedzmy sobie wprost - kraj został rozłupany w pół. A jednak, ten wewnętrzny głos patrioty, monarchy oraz rozsądku nie pozwalały Księciu złożyć oręża i spuścić łba przed Drakańskim Tyranem. Ideologia przeciwnika była tutaj czynnikiem decydującym jednak, władca mógł wybrać godną śmierć lub skucie kajdanami swego ludu który szczerze pokochał. Wybrał on więc opcję pierwszą, wierząc iż i do takowej nie dojdzie.

Nadzieja ponoć umiera ostatnia, prawda? Takim też stwierdzeniem kierował się Książę.
Wojna trwała jeszcze kolejne, bardzo długie dziewięć lat. W jej trakcie Drakański agresor zdołał ściągnąć na siebie także gniew dwóch potężnych państw, Zaradonu oraz Paldeburgu dzięki czemu powołana do życia pozostała "Koalicja Trzech Koron" z mieczem wymierzonym w stronę smokowatych oczywiście. Aern nawet mimo tego, że upadło to nadal walczyło... w formie powstań oraz armii uchodźczej dowodzonej przez monarchę. Decydującym jednak punktem w zmaganiach między dwoma rasami okazała się być "Bitwa nad Krwawym Jeziorem" która okazała się być tak naprawdę największą konfrontacją w dotychczasowej historii naszego wspaniałego kontynentu. Ostatecznie jednak muszę zostawić w was niedosyt... uważni czytelnicy, wiedzcie, że w trakcie trwania opowieści o Antaroth poznacie jeszcze bardzo wiele faktów na temat samej wojny oraz jej najsłynniejszych bitew. Tymczasem jednak winniśmy się przenieść do teraźniejszości, czterdzieści lat do przodu... bo to właśnie w tymże czasie toczyć się będzie raz jeszcze kołem o którym napomknąłem na początku historia. Jednakże nim przejdziemy do obecnych czasów, powinienem na pewno zaznaczyć co też działo się w trakcie tych czterdziestu lat, prawda?

Wojna jak już wiecie zdążyła się zakończyć, jak też się spodziewacie bardzo spektakularną wiktorią ze strony sił koalicji. Podczas traktatu pokojowego zapisanego w Gruth Skaal doszło do wieczystego rozejmu między Królestwami Zachodu a Cesarstwem Drakan. Ponadto doszło do niewielkich rewizji granic pomiędzy państwami ludzi... jedna miała być decydująca, lecz niestety nie doszło do niej. Zakładając iż zdążyliście ujrzeć mapę Antaroth Zachodniego, zapewne w wasze oczy rzuciło się umieszczone nań miasto - Satestone będące pod okupacją.

Tak, ponieważ Satestone będące stolicą kraju o tej samej nazwie niegdyś było państwem niepodległym, a ludność tamtejsza bardzo długo ścierała się z Paldeburczykami o odzyskanie wolności, a Wielka Wojna była okazją idealną wbrew pozorom. Starczy rzec, że bracia Grüfit, będący istnymi orędownikami narodu powołali do życia armię walczącą z Drakanami, lecz mimo tego... uparto stojący na swoim Paul von Paldeburg ostatecznie dopuścił do rewizji granic i utworzenia Niepodległego Satestone.
Odpowiedz
#2
Zrobiłem parę odstępów w twoim tekście, taki zbitek informacji troszkę ciężko się czyta. 

Btw. jeśli chodzi o opowiadania - na forum będą dodane 2 nowe fonty, które będą pozwalały pisać to w bardziej elegancki sposób. 

Co do opowiadania, wrzucę sobie wszystko na bloga - i przeczytam. Chętnie się wypowiem, co o tym myślę,
ponieważ jestem absolutnym fanem opisowych projektów.
Aha i jeśli jeszcze nie czytałeś - możesz sprawdzić sobie moje opowiadanie Kaz'naki na forum. I również je ocenić. ;)
Odpowiedz
  


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości